Rysy od strony słowackiej – fotoreportaż

Jak wygląda szlak na Rysy ze Szczyrbskiego Jeziora na Słowacji? Pokażemy go krok po kroku i minuta po minucie. Mamy nadzieję, że nasz fotoreportaż skutecznie przekona niezdecydowanych do podjęcia próby zdobycia Rysów, a tym którzy wiedzą, że z różnych względów na szczyt fizycznie nigdy nie wejdą, pozwoli przenieść się na wierzchołek Polski oczami wyobraźni, podążając za nami i męcząc się w duchu jak my.

Rozgrzewka

10:30 – przyjeżdżamy do Szczyrbskiego Jeziora, gdzie w centrum miasta na płatnym parkingu zostawiamy na cały dzień samochód. Przebieramy się w wygodne ubrania i buty trekkingowe, korzystamy z obskurnej toalety za 50 centów, która prawdopodobnie nigdy nie doświadczyła remontu. Jesteśmy pełni zapału i energii. Rysy – zdobędziemy Was!

Strbske Pleso10:47 – Jeszcze zanim wyjdziemy na szlak, robimy pamiątkowe zdjęcie przy tablicy Strbske Pleso. Tu jest nasz symboliczny start i planowana meta.

 

Nad Szczyrbskim Jeziorem

 

 

10:59 – pozujemy do zdjęć nad jeziorem Strbske Pleso. Wprawdzie na Rysy można iść z pominięciem stawu, ale nie mogliśmy odmówić sobie spaceru nad słowacką odpowiedzią nad Morskie Oko. Hmm… ubrani jesteśmy może niespecjalnie gustownie, ale za to wygodnie. 🙂

 

 

 

Widok na Strbske Pleso11:01 – Spacerujemy wzdłuż brzegu. Jezioro ładne ale położone zdecydowanie za blisko cywilizacji. Dostępność tego miejsca (jeszcze 15 minut temu byliśmy na zatłoczonym parkingu) sprawia, że jest tu wielu turystów. Za wielu. Niemniej jest tu urokliwie i nawet otaczające staw hotele nie psują pozytywnego wrażenia.

Štrbské Pleso, rázcestie (1346 m) – Trigan (1505 m) – Popradské Pleso (1500 m)

Przewidywany czas wejścia: 1:40, 308 metrów w górę, 135 metrów w dół, 4,1 km (dane na podstawie mapa-turystyczna.pl).

Znak na Popradske Pleso11:10 – Tak naprawdę spacer nad stawem stanowił rozgrzewkę. Dopiero teraz faktycznie zaczynamy naszą wyprawę. Opuszczamy miasteczko i wchodzimy do lasu, w którym będziemy czerwonym szlakiem iść przez Trigan w kierunku Popradzkiego Jeziora. Pierwsze zaskoczenie to znak informujący, że nad kolejny ze słowackich, górskich stawów idzie się nie 1:40 ale 1:05. Spora rozbieżność. Zweryfikujemy, choć nie mielibyśmy nic przeciwko, żeby drogowskaz nie kłamał… 😉

Początek szlaku na Popradske Pleso

11:13 – Ścieżka w kierunku Trigan pnie się w górę bardzo łagodnie. Jest zalesiona, szeroka i wygodna. W lipcową sobotę trudno oczekiwać, że będzie można tu obcować wyłącznie z przyrodą, bo sporo turystów nie zadowala się Szczyrbskim Jeziorem i spaceruje nad to wyżej położone, Popradzkie. My przemierzamy tę drogę z werwą i uśmiechem. Tak ma wyglądać podejście na Rysy? Bardziej nas męczyła góra Żar w Beskidzie Małym. 😉

 

11:34 – W niespełna 25 minut leśnego spaceru docieramy do Trigan, gdzie jest rozwidlenie szlaków. Właściwie nie ma znaczenia, który z nich wybierzesz, bo oba prowadzą nad Popradzkie Jezioro. My zdecydowaliśmy się 3kontynuować wycieczkę szlakiem czerwonym, a wracać z Rysów zielonym. Wybór zupełnie przypadkowy.

Według TANAP zostało nam 35 minut do jeziora.

 

W drodze do jeziora

 

11:38 – Leśna ścieżka ewoluuje – drobne kamienie ustępują miejsca większym głazom, jednak stopień trudności pokonania drogi wciąż jest zerowy. Wciąż nie odczuwamy zmęczenia, a niewielkie podejścia są po chwili rekompensowane krótkimi zejściami. Zapowiada się, że niedługo będziemy nad Popradzkim Jeziorem, więc informacje ze znaków o godzinie drogi z jednego stawu nad drugi chyba będą bardziej wiarygodne niż te z internetowego portalu.

 

 

Basia i Patryk a w tle Tatry

 

11:50 – Przerwa na zdjęcie, bo widoki stają się coraz atrakcyjniejsze. Pogoda dopisuje, uśmiechy na twarzach nie ustępują.

 

12:07 – DMajlathova Chataotarliśmy na rozwidlenie dróg przy Popradzkim Jeziorze. Jeśli ktoś pragnie bić „czasówki” wejść na Rysy, może w tym miejscu kierować się bezpośrednio w stronę najwyższego, tatrzańskiego szczytu, na który prowadzi szlak turystyczny. My jednak polecamy zejść do jeziora (dosłownie 2 minuty stąd), gdzie można odpocząć nad brzegiem stawu lub zamówić coś zimnego do picia w Majlathovej Chacie.

Pożywienie do Chaty pod RysamiA propos picia, jeśli chcesz zarobić darmową herbatę, możesz stąd zabrać ze sobą 5-10 kilogramów jedzenia do Chaty pod Rysami. Gospodarze schroniska odwdzięczą się gorącym czajem, choć pewnie lepiej od napoju smakuje satysfakcja, że nie tylko udało się dotrzeć tak wysoko, ale w dodatku pomogło w zaopatrzeniu tego trudno dostępnego obiektu. Całe szczęście, że nie było produktów do zabrania, bo jeszcze strzeliłby mi do głowy jakiś idiotyczny pomysł sprawdzianu własnych sił. 😉

Popradzkie Jezioro

Nad Popradzkim Jeziorem spędzamy ponad 20 minut. Jest tu wprawdzie wciąż gwarno i tłoczno, ale przynajmniej nie odnosi się wrażenia, że zaraz zaparkuje tuż obok Ciebie autokar z wycieczką niemieckich emerytów (takie uczucie towarzyszyło nam nad Szczyrbskim Jeziorem). Za nami już 5 kilometrów, przed nami na szczyt pewnie drugie tyle. Ta pierwsza „piątka” była bardzo łagodna, więc spodziewamy się, że dopiero teraz poznamy co oznacza pojęcie deniwelacja.

Popradské Pleso (1500 m) – Nad Žabím potokom (1620 m) – Chata pod Rysami (2250 m)

Przewidywany czas wejścia: 3:05, 760 metrów w górę, 40 metrów w dół, 4,2 km (dane na podstawie mapa-turystyczna.pl).

Reklama Chaty pod Rysami12:32 – Ruszamy ponownie, tym razem szlakiem niebieskim aż nad Żabim Potokiem odbijemy na czerwony,  który rozpocznie podejście na Rysy.

Popradzkie Jezioro opuszczamy po przeanalizowaniu drogi na szczyt na mapie, stanowiącej reklamę Chaty pod Rysami. Reklama wydaje się zbędna, bo to naprawdę kultowe miejsce w Tatrach. Jednak krzepiąco brzmi zapewnienie, że schronisko poskytuje ubytovanie, czyli gwarantuje zakwaterowanie. Obyśmy nie musieli korzystać. 😛

12:40 – Ścieżka prowadząca do ostatniego na naszej trasie rozwidlenia dróg jest wciąż bardzo łagodna. 1200 metrów Nosiczdelikatnie nachylone pod górę nie stanowi żadnych trudności. Jedynym urozmaiceniem jest dla nas spotkanie z nosiczem czyli mężczyzną przenoszącym ładunek z pożywieniem ze schroniska górskiego przy Popradzkim Jeziorze do Chaty pod Rysami.

Nosiczem-amatorem może być każdy, bo nawet turysta który zdecyduje się przenieść wspomniane kilka kilogramów zaopatrzenia, oprócz herbaty otrzymuje specjalny certyfikat. Nosicze-zawodowcy przenoszą ładunki ważące kilkadziesiąt kilogramów. Bez ich pracy schronisko nie mogłoby funkcjonować, bo do Chaty nie da się dotrzeć inaczej niż pieszo.

Ostrzegamy – widok faceta pokonującego beztrosko wzniesienia z kilkoma skrzynkami na plecach może skutecznie zawstydzić, zwłaszcza gdy kilkanaście minut wcześniej narzekało się, że plecak z termosem i kanapkami jest ciężki. 😉

Nad Żabim Potokiem12:53 – Żarty się skończyły. Skręcamy na drogę prowadzącą na szczyt . Za chwilę ścieżka prowadząca w kierunku Rysów będzie piąć się w górę stromo i zawijać niczym wężyk z gry znanej na starych telefonach komórkowych. Do Żabich Jezior mamy rzekomo 45 minut, do Chaty pod Rysami 2 godziny, a na szczyt niecałe 3 godziny. Jednocześnie w tym miejscu kończy się możliwość wycieczek w okresie zimowym między 1 listopada a 15 czerwca, o czym przypomina tablica informacyjna.

W drodze na Żabie Jeziora

 

 

13:08 – Już na dobre wyszliśmy poza maksymalną wysokość lasów. Obok ścieżki porasta kosodrzewina, a szlak staje się z każdym metrem coraz bardziej stromy. Jesteśmy na wysokości około 1700 metrów. Zaczynamy czuć nogi, ale wciąż optymistycznie patrzymy w przyszłość.

 

 

Basia liliput

 

13:20 – Według moich obliczeń powinniśmy być już przy Żabich Jeziorach. Nie jesteśmy. Ponieważ droga staje się coraz bardziej wymagająca, postanawiam przenieść Basię wyżej, żeby przynajmniej Ona miała łatwiej. Niestety, próba okazuje się nieudana, ale udało się ją utrwalić na zdjęciu.

 

 

 

Żabie Jeziora13:41 – Osiągamy wysokość Żabich Jezior, czyli około 1920 metrów nad poziomem morza. Możemy od teraz zapomnieć, że Tatry słyną z bogatej roślinności. Już do samego szczytu czekają na nas kamienie, głazy i bloki skalne. Nie pamiętamy już mapki z wizualizacją drogi do Chaty pod Rysami, więc jesteśmy przekonani, że schronisko było nieopodal mijanych stawów. Wypatrujemy gdzieś powyżej nas Chaty, ale zamiast niej naszym oczom ukazują się łańcuchy i klamry, które za kilkadziesiąt minut pozwolą choć na chwilę odpocząć nogom, a dadzą szansę wykazać się rękom.

 

Łańcuchy na słowackich Rysach14:00 – Kilkadziesiąt metrów przed nami robi się tłoczno. Potwierdza się stara prawda, że zawsze tam gdzie łańcuchy, tam też tworzy się największy zator. Żelazne zabezpieczenia ułatwiają pokonanie kilkudziesięciu metrów, choć pewnie nawet gdyby ich nie było, dałoby się ominąć skalne przeszkody. Jest to symboliczne, ale niezbyt wymagające urozmaicenie szlaku, zwłaszcza w porównaniu z łańcuchami w drodze na Rysy od strony polskiej.

Łańcuchy na Rysach Słowackich14:08 – Docieramy do wspomnianych już łańcuchów i klamr, jedynych zabezpieczeń w drodze na Rysy od strony Słowacji. Skoro nosicze z kilkudziesięciokilogramowymi pakunkami są w stanie sobie z nimi przejść, my też damy radę! Zresztą do schroniska już niedaleko, więc wtedy chwilę odpoczniemy.

W Wolnym Królestwie Rysów

14:33 – Po kolejnych 25 minutach jesteśmy w Wolnym Królestwie Rysów, samozwańczym kraju w którym wszyscy przybysze są równi, a obywatelami ludzie zjednoczeni w miłości do gór. Siedzibą Królestwa jest Chata pod Rysami, najwyżej położone schronisko w Tatrach. W tym miejscu jest zakaz prowadzenia sporów politycznych, dyskusji o sytuacji ekonomicznej czy o zaletach lub wadach wprowadzenia Słowacji do strefy euro. W zamian można liczyć na życzliwość gospodarzy, którzy zawsze ugoszczą miejscem do spania. Gwoli ścisłości, „zawsze” oznacza miejsce na podłodze w cenie 8€ i konieczność posiadania własnego śpiwora.

 

2514:36 – Zatrzymujemy się przy Chacie pod Rysami (2250 m). Czas na chwilę oddechu przed atakiem szczytowym. Teoretycznie do szczytu pozostało 250 metrów przewyższenia i 700 metrów drogi. W praktyce oznacza to jednak około 45 minut trudu. Czujemy zmęczenie i chętnie widzielibyśmy się już z powrotem w schronisku w drodze powrotnej. Oczami wyobraźni widzę już nas spożywających pyszny gulasz i zimne piwko. Z marzeń wyrywa mnie Basia, podając termos z pozostałościami gorącej herbaty. Wypijamy i ruszamy na szczyt.

Chata pod Rysami (2250 m) – Rysy (2503 m)

Przewidywany czas wejścia: 0:55, 253 metry w górę, 23 metry w dół, 0,7 km (dane na podstawie mapa-turystyczna.pl).

14:53 – Opuszczamy ostatni „obóz” przed szczytem i podejmujemy próbę „ataku szczytowego” Śnieg w drodze na Rysy[jesteśmy już na wysokości prawie 2300 metrów i czujemy, że robimy coś wielkiego, dlatego musieliśmy wpleść żargon himalaistów w naszej fotorelacji – przyp. Patryk].

14:58 – Jest środek lata, ale w drodze na szczyt zalegają połacie śniegu. Ścieżka jest wprawdzie bardzo dobrze wydeptana, ale i tak łatwo o poślizgnięcie. My trawersujemy ją nie tylko bez przeszkód, ale wręcz z prawdziwą przyjemnością, doceniając chwilę płaskiej ścieżki w drodze na Rysy.

15:24 – Kolejne dwadzieścia kilka minut to żmudna praca nóg. Basia gna na szczyt w takim tempie, że z trudem udaje mi się nadążyć. Na szczęście zatrzymujemy się, żeby wziąć łyka wody. Przed nami ostatnie podejście. Już widzimy, że będzie stromo ale bez łańcuchów. Brak sztucznych zabezpieczeń, choć robi się na tyle stromo, że Basia przypomina sobie o swoim lęku wysokości. Zapowiada, że nawet jeśli wejdzie na szczyt, nie zamierza znań schodzić.

15:34 – Ostatnia prosta na szczyt to kompletny freestyle. Konia z rzędem temu, kto potrafi określić, którędy biegnie szlak. Szczyt jest w zasięgu wzroku, więc każdy wspina się, jak mu wygodniej. Po naszej lewej widać pnącą się ścieżkę, którą mamy już za sobą, a po prawej solidną przepaść. Do szczytu już tylko kilka chwil. Widok bawiących na szczycie turystów dodaje energii. Zaraz będziemy.

 

Szczyt 15:38 – Jesteśmy na Rysach! 5 godzin i 8 minut od startu w Szczyrbskim Jeziorze z dwoma dłuższymi postojami nad Popradzkim Jeziorem i pod Chatą pod Rysami. Czas niezły. Zmęczenie duże. Po chwili odpoczynku na szczycie zapominamy o strachu (gdy Basia przypomniała o swoim lęku wysokości, bała się, że spadnie w przepaść, a ja – prawdę mówiąc – od tego momentu też się o to obawiałem). Widok ze słowackiego wierzchołka Rysów Planowaliśmy zostać na szczycie jakieś 10-15 minut, ale czas biegnie błyskawicznie, gdy siedzisz na najwyższym, polskim szczycie, a wokół Ciebie rozciąga się fantastyczna panorama Tatr z widokiem na Wysoką i Gerlach. W oddali widzimy Morskie Oko i schronisko, spod którego pewnie ktoś teraz patrzy w naszym kierunku i marzy, żeby tak jak my znaleźć się kiedyś na Rysach. Marzycielu – potwierdzamy, warto tu być. 🙂 Zresztą nie jest to tak duże osiągnięcie, skoro na szczyt wszedł chłopak z gitarą, a teraz ma jeszcze zapał żeby na niej brzdąkać dla wszystkich ze słowackiego wierzchołka.

16:09 – Na Rysach spędziliśmy pół godziny. Ja zaliczyłem oba główne wierzchołki (ten słowacki jest 4 metry wyższy), Basia poprzestała na polskim (patriotka!). Teraz oboje marzymy o tym, żeby znaleźć się w Chacie pod Rysami, gdzie planujemy zjeść coś ciepłego.

Rysy (2503 m) – Chata pod Rysami (2250 m) – Popradské Pleso (1500 m) – Štrbské Pleso, rázcestie (1346 m)

Przewidywany czas zejścia: 4:35, 176 metrów w górę, 1279 metrów w dół, 9,7 km (dane na podstawie mapa-turystyczna.pl).

16:10 – Wbrew wcześniejszym deklaracjom, Basia nie zostaje na szczycie tylko decyduje się na zejście. Schodzimy ostrożnie, bo o upadek bardzo łatwo. Nasze nozdrza czują zapach gulaszu… Nie, to chyba jednak tylko wyobraźnia. Tak czy inaczej za godzinę będziemy już najedzeni. 😉

16:50 – jesteśmy już w Chacie pod Rysami. Zamawiamy wymarzony gulasz, który smakuje wyśmienicie i dwa boskie ciemne, lane piwa. W tym miejscu należą się pokłony dla nosicza, który wniósł tu beczkę piwa.

Toaleta w Chacie Pod Rysami Widok z toalety w Chacie Pod Rysami 17:15 – Czas na skorzystanie z toalety. W normalnych okolicznościach pewnie byśmy pominęli ten wątek, ale ubikacja w Chacie pod Rysami zasługuje na szerszy opis. Toaleta jest oddalona o jakieś 100 metrów od schroniska, usadowiona na skarpie nad przepaścią, a jedną ze ścian ma całkowicie przeszkloną, dzięki czemu roztacza się z niej wspaniały widok na Tatry. Prawdziwa przyjemność, choć malkontent stwierdziłby pewnie, że to po prostu ładnie położony Toi Toi. 😉 Tak czy inaczej jest to niewątpliwie miejsce legendarne, obowiązkowe dla każdego turysty, wizytującego Wolne Królestwo Rysów (uwaga – ponoć w godzinach szczytu bywają naprawdę spore kolejki).

Łańcuchy w drodze z Rysów

17:26 – Ruszamy z Chaty pod Rysami w stronę Żabich Jezior. Piwko dodało animuszu, w brzuszkach ciepło po gulaszu. Idzie się całkiem przyjemnie.

17:47 – Docieramy do łańcuchów, przy pomocy których sprawnie schodzimy. Jest to o tyle łatwe, że o tej godzinie nie ma kolejki w stronę szczytu. Przed nami najbardziej monotonna cześć naszej wędrówki, czyli zejście do Popradzkiego Jeziora tą samą drogą, którą wchodziliśmy na szczyt (innej nie ma, jeśli chcesz wrócić do Popradzkiego Jeziora).

Nad Popradzkim Jeziorem

18:52 – Docieramy ponownie nad Popradzkie Jezioro, gdzie odpoczywamy chwilę przed ostatnim etapem naszej wycieczki, czyli powrotem do Szczyrbskiego Jeziora. Decydujemy się wracać zielonym szlakiem, prowadzącym wzdłuż potoku Poprad, choć pewnie gdybyśmy mieli więcej czasu oraz – przede wszystkim – gdybyśmy nie byli zmęczeni, wybralibyśmy żółty, który biegnie wzdłuż Popradzkiego Jeziora i prowadzi do Tatrzańskiego Symbolicznego Cmentarza, gdzie upamiętnione są ofiary gór. Są tam tablice z nazwiskami ponad 400 osób, które zginęły w Tatrach lub były związane z Tatrami, ale straciły życie w innym pasmie górskim. Nekropolia przypomina, że górskie wyprawy stanowią formę mierzenia się z naturą, która niestety czasem dobitnie podkreśla swoją dominację nad człowiekiem.

1120:06 – Docieramy do punktu startu w Szczyrbskim Jeziorze. 9 godzin i 36 minut razem z wszystkimi przerwami. Jesteśmy już naprawdę zmęczeni, dlatego przylepiamy do twarzy uśmiechy zapożyczone z bajki o strażaku Samie. 😛

Epilog

Bryndzowe Haluszky21:05 – Spożywamy zasłużoną kolację w restauracji Plesnivec tuż obok głównego parkingu w Szczyrbskim Jeziorze. Bryndzové halušky za 4,7€ są bardzo smaczne. Przypominają nieco polskie kopytka. Są jednak od nich drobniejsze, polane śmietaną, posypane smażoną słoniną i podane z czerwoną cebulką. Pijemy kawkę (2€) i myślimy o tym, gdzie wybierzemy się następnym razem. Basia zapomniała już o lęku wysokości i chce znów iść w Tatry Wysokie. Może teraz czas na Zawrat i Świnicę?

2 myśli nt. „Rysy od strony słowackiej – fotoreportaż

  1. Superpomocny wpis! Czytałam z zaciekawieniem. Wybieram się właśnie z chłopakiem w Rysy i bardzo pomogliście mi zaplanować czas i jak to wszystko ogarnąc, bo nie jestem (jeszcze!:) ekspertem. Pozdrawiam serdecznie 🙂 Patrycja

  2. Świetnie i z humorem opisane wejście na Rysy. Aż się chce iść już teraz. Postanowiłem dokonać wejścia na Rysy dwa miesiące temu. Już trenuję kondychę. Mam nadzieję, że dokonam tego w moje 65-urodziny w czerwcu/lipcu 2017. Dzięki Waszemu opisowi mam jeszcze większą motywację. Dziękuję. Pozdrawiam i życzę wielu wspaniałych i pięknych podróży.

Dodaj komentarz