International name

Notatka na marginesie

– Jak masz na imię? – pyta mnie kierowca taksówki złapanej pod lotniskiem (tak, to ten sam krezus, który zarobił na nas 20$, dziś już wiemy, że przepłaciliśmy dwukrotnie).

– Patryk.

– O, międzynarodowe imię. Tutaj mieszka dużo Patryków. A Ty jak masz na imię? – taksówkarz zwraca się z analogicznym pytaniem do Basi.

– Barbara.

– Pamela?

– Nie, Barbara.

– O, to też międzynarodowe imię. Mamy tutaj trochę Barbar. Ale ja też mam międzynarodowe imię. Nazywam się Yammeh. Dużo w Waszym kraju Yammehów?

– Hmmm…. Chyba nie znamy za dużo Yammehów w Polsce.

– International name – cieszy się niezrażony naszą odpowiedzią kierowca.

Ostrzeżenia przed podróżą do Gambii

Przed podróżą do Gambii ostrzeżenie wydał nasz MSZ. Sytuacja polityczna jest niestabilna i nie wiadomo, jak to się potoczy. Gambia ma nowego prezydenta-elekta, ale obecny – który rządzi od 22 lat – nie chce oddać władzy, twierdząc że wybory zostały sfałszowane. Pełni obaw przyjechaliśmy więc do Gambii, oczekując protestów na ulicach, oddziałów wojska straszących długą bronią i mieszkańców gotowych rzucić się na siebie nawzajem w zależności od tego, którą stronę wspierają.

Rzeczywistość jest zgoła inna – Gambijczycy podkreślają, że kierują się szacunkiem do bliźnich, że choć tylko 5% z nich stanowią chrześcijanie, większość muzulmanska ich nie prześladuje, a wojsko wprawdzie strzeże bezpieczeństwa z bronią w ręku, ale w koszarach słucha Boba Marleya i filozofia pokoju i miłości jest im bliższa niż ognia i miecza.

My jednak zgodnie z zaleceniami MSZ śledzimy media światowe w oczekiwaniu najnowszych wieści o Gambii. Cóż, Gambii w nich niewiele za to polski sejm na pierwszym planie.

20161217_134959

Albert Market, bazar w Bandżulu. Handlarz po usłyszeniu odpowiedzi na standardowe „Skąd jesteście?”, odpowiada zatroskany: „Polska? Oj oglądałem telewizję. Źle się u was dzieje. Welcome to Gambia – tu możecie czuć się bezpiecznie”.

Wniosek? Skoro MSZ ostrzega przed podróżami do Gambii, czy MSW nie powinien ostrzegac przed pozostaniem w Polsce?

20161217_220146

Welcome to the Gambia

Taksówkarz w tradycyjnym afrykańskim stroju wiezie nas z lotniska do Brufut. Nie udały się negocjacje. Może dlatego że o 22 jest mało taksówek, a może dlatego że taka powinna być cena? Płacimy więc 20 dolarów za 20 kilometrów podróży. Drogo ale kierowca tłumaczy, że benzyna kosztuje. Prezydent obiecywał, że Gambia będzie miała własną ropę, ale póki co nie zaczął nawet odwiertów. Zresztą czy można wierzyć facetowi, który kilka lat temu twierdził, że uwolni Gambię od AIDS miksturą sporządzoną z bananów i orzechów?

Aktualizacja: Informacje praktyczne

Przejazd z lotniska do nadmorskich kurortów to koszt około 700-1000 dalasi, jeśli zdecydujecie się na przejazd jedną z dostępnych pod lotniskiem zielonych taksówek. Jeśli nie macie dalasi i płacicie w euro lub dolarach – cena wyniesie około 20 euro lub dolarów.

Alternatywą jest zamówienie żółtej taksówki. Możecie kupić na lotnisku lokalną kartę SIM i zamówić jednego z naszych zaufanych taksówkarzy, których poznaliśmy podczas pobytu w Gambii:

Che, tel.  +220 360 86 72, Lamin, tel. +220 719 95 61. Polecamy obu. 🙂 Jak zapłacicie 400 dalasi lub 10 dolarów, obaj bardzo się ucieszą. Koniecznie pozdrówcie ich od Patryka i Barbary. 🙂
20161217_100717

 

Kamczatka – w krainie wulkanów

Na Kamczatce trudno jest turystom uniknąć pośrednictwa biur podróży. Na własną rękę w najlepszym razie dojedziecie do Paratunki na baseny termalne. W najgorszym zabije Was niedźwiedź, gdy zgubicie drogę w gęstym lesie. Chcąc uniknąć tego ostatniego, zapłaciliśmy po 8000 rubli (ok. 500 zł), żeby zobaczyć na żywo krater wulkanu Mutnovsky. Zakładaliśmy, że pośrednictwo lokalnej agencji turystycznej zapewni nam transport nieomal pod sam wierzchołek, wyżywienie, poczucie bezpieczeństwa wśród dzikiej natury i niezapomnianą przygodę. Rzeczywistość była zgoła inna, choć akurat na brak przygód nie mogliśmy narzekać.

Czytaj dalej

Sajgon na oswojenie z Wietnamem

„200 tysięcy? Miało być 280” – oburza się pyzaty taksówkarz, który przywiózł nas z lotniska w Ho Chi Minh pod nasz hotel. „Nieprawda. Umawialiśmy się na 200” – odpowiadamy. Nasz przewoźnik nie ustępuje i domaga się dopłaty. Na szczęście do samochodu podchodzi nowy klient, którego biała twarz zdradza zagraniczne pochodzenie. Nasz szofer znalazł kolejnego jelenia, więc macha ręką na rzekome 80 tysięcy dongów i odjeżdża z nowym turystą. Rozglądamy się wokół siebie. Na rozłożonych tuż obok wejścia do naszego hotelu pryczach śpi kilkuosobowa rodzina. Kilkadziesiąt metrów dalej chudy, stary Wietnamczyk drzemie na skuterze. Ulica pogrążona jest w ciemnościach i tylko przebiegający w poprzek jezdni szczur nie ma ochoty na sen. W powietrzu unosi się zapach jeszcze niedawno gotowanego na chodniku jedzenia – gryzoń pewnie liczy, że coś dla niego zostało. Meldujemy się w hotelu. W pokoju uderza nas woń stęchlizny, a oczom ukazuje się kilkudziesięciocentymetrowy grzyb na ścianie. Zapowiada się… Sajgon.

Czytaj dalej

Dubaj w 1 dzień

Najwyższy budynek na świecie, największe centrum handlowe, największe akwarium, największe lotnisko… W Dubaju wszystko jest „naj”, dlatego będąc w tym mieście, chcieliśmy zobaczyć te wszystkie legendarne atrakcje miasta. Ominięcie którejś z licznych wizytówek Zjednoczonych Emiratów Arabskich z pewnością pozostawiłoby poczucie niedosytu. Niestety wszystko jest tutaj duże, drogi szerokie i wiecznie zatłoczone, a kolejne turystyczne punkty oddalone od siebie o kilkanaście lub kilkadziesiąt minut podróży komunikacją publiczną. Pewnie nie stanowi to problemu w przypadku tygodniowych wakacji. My jednak spędziliśmy w Dubaju tylko 1 pełny dzień, dlatego postanowiliśmy wycisnąć z niego, co się da. Nieskromnie powiem – lepiej się tego nie dało zaplanować. 😉

Czytaj dalej

Ayia Napa – imprezowa stolica Cypru

W Ayia Napa jest głośno i tłoczno. Za dnia prażące słońce zmusza młodych turystów z całej Europy do ubierania skąpych strojów. Wieczorami zaś dwudziestolatkowie (którzy stanowią tu pewnie co najmniej połowę spośród wszystkich turystów) przenoszą się do centrum miasta. W zlokalizowanych tu pubach i klubach alkohol leje się strumieniami. Na deptakach królują automaty Boxer oraz drążki do podciągania, gdzie można udowodnić swoją męskość. Nie wszystkim to wystarcza, dlatego w środku nocy regularnie interweniuje policja, gdy najbardziej krewcy wczasowicze próbują pięścią udowodnić, że to oni są samcami alfa. Ayia Napa – raj na ziemi lub piekło (niepotrzebne skreślić).

Czytaj dalej

Nikozja – na granicy w centrum stolicy

Przytłaczająca większość turystów przyjeżdża na Cypr w jednym celu – wypoczynku na plaży. Być może dlatego miejscowi byli bardzo zaskoczeni, że w środku lata chcemy jechać do ich położonej z dala od złocistego, nadmorskiego piasku, stolicy: „Nikozja?! Tam nic nie ma. Zresztą jest weekend, więc nie ma też mieszkańców, bo wszyscy pojechali nad morze. W mieście nie da się wytrzymać, bo jest za gorąco.” Nie uwierzyliśmy Cypryjczykom. I całe szczęście. Nikozja to naszym zdaniem najciekawsze miejsce na Wyspie Afrodyty – może dlatego że przez jego środek przebiega granica dwóch różnych kultur i narodów zwaśnionych od lat i nawet wstąpienie do Unii Europejskiej nie doprowadziło do pojednania?

Czytaj dalej

Rysy od strony słowackiej – fotoreportaż

Jak wygląda szlak na Rysy ze Szczyrbskiego Jeziora na Słowacji? Pokażemy go krok po kroku i minuta po minucie. Mamy nadzieję, że nasz fotoreportaż skutecznie przekona niezdecydowanych do podjęcia próby zdobycia Rysów, a tym którzy wiedzą, że z różnych względów na szczyt fizycznie nigdy nie wejdą, pozwoli przenieść się na wierzchołek Polski oczami wyobraźni, podążając za nami i męcząc się w duchu jak my.

Czytaj dalej

Jak najłatwiej wejść na Rysy?

Dla wielu osób (dla nas też, a jakże!) zdobycie Rysów jest jak wyzwanie z kategorii „Muszę to zrobić przed śmiercią”. Jednakże dla części z nich jedyne skojarzenia z Tatrami związane są z kolejką na Kasprowy Wierch, wejściem na Giewont, „wyprawą” nad Morskie Oko i właśnie Rysami widzianymi przez lornetkę znad najpopularniejszego polskiego stawu. To ta grupa turystów, nieznających Tatr, popełnia najwięcej błędów. Ci, którzy powinny poprzestać na szkiełku i oku (tym Morskim rzecz jasna), decydują się zaatakować szczyt, co kończy się często dramatycznymi apelami o pomoc TOPR. Z kolei ci rozsądniejsi często wycofują się z realizacji marzenia w obawie przed nieznanym – najwyższy szczyt jawi im się w wyobraźni jako ten, który z pewnością jest też najtrudniejszym, a oni przecież nie mają doświadczenia. Jeśli więc jesteś w gronie tych, którzy chcieliby zdobyć Rysy, ale mają jakieś obawy, poniżej znajdziesz garść sugestii, jak się przygotować na wyprawę na najwyższy polski szczyt, w jakim okresie się wybrać, który szlak jest łatwiejszy, jak przebiega trasa, ile czasu zajmuje wejście oraz zejście, gdzie jeść i pić, a także spać. No i przede wszystkim ocenimy czy warto… 😉

Czytaj dalej