Nikozja – na granicy w centrum stolicy

Przytłaczająca większość turystów przyjeżdża na Cypr w jednym celu – wypoczynku na plaży. Być może dlatego miejscowi byli bardzo zaskoczeni, że w środku lata chcemy jechać do ich położonej z dala od złocistego, nadmorskiego piasku, stolicy: „Nikozja?! Tam nic nie ma. Zresztą jest weekend, więc nie ma też mieszkańców, bo wszyscy pojechali nad morze. W mieście nie da się wytrzymać, bo jest za gorąco.” Nie uwierzyliśmy Cypryjczykom. I całe szczęście. Nikozja to naszym zdaniem najciekawsze miejsce na Wyspie Afrodyty – może dlatego że przez jego środek przebiega granica dwóch różnych kultur i narodów zwaśnionych od lat i nawet wstąpienie do Unii Europejskiej nie doprowadziło do pojednania?

Nikozja murem podzielona

Opowiadając o podzielonej murem Nikozji, nie sposób uwolnić się od porównań z Berlinem. Zburzenie muru berlińskiego to dla Europejczyków symbol pojednania nie tylko Niemiec ale całej Europy, koniec podziału na Zachód i kraje pod radzieckim kręgiem wpływów. Ekspansja Unii Europejskiej na Wschód miała być kolejnym sygnałem, że Stary Kontynent jest zintegrowany i jednolity. Cóż, może taka była idea, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna. W samych Niemczech do dziś wielu mieszkańców bogatych landów patrzy na swoich rodaków z byłego NRD jak na ubogich krewnych, Unia Europejska nie potrafi znaleźć wspólnego stanowiska w sprawie imigrantów, a Węgry znajdują rozwiązanie w… budowie muru, który ma ich ochronić przed współczesną „wędrówką ludów”. Również Cypr ze swoimi lokalnymi problemami jest doskonałym przykładem bezsilności Unii Europejskiej, która nie ma żadnych pomysłów na to, żeby rozwiązywać spory między skłóconymi narodami. Po 11 latach od wstąpienia do Wspólnoty Europejskiej przez centrum Nikozji wciąż przebiega granica między Cyprem a Turecką Republiką Cypru Północnego, uznawaną na arenie międzynarodowej jedynie przez Turcję.

Granica z Cyprem Północnym

Kiosk z pamiątkami obok którego biegnie granica wyznaczona pachołkami. 😉

Jeszcze kilkanaście lat temu (przed 2002 rokiem) mieszkańcy Nikozji południowej mogli dostać się do części zajmowanej przez Turków, tylko jeśli uzyskali wizy i przylecieli np. z Turcji. Trudno to sobie wyobrazić, gdy ogląda się przejście graniczne położone na deptaku Ledras. Nam przekroczenie „granicy” przypominało inscenizowaną zabawę, w której znudzeni Cypryjczycy tudzież po północnej stronie Turcy wcielają się w role celników na tle prowizorycznie przygotowanej scenografii. Plastikowe krzesło dla celnika, udawane zaciekawienie dowodami osobistymi, rzut oka czy nasze twarze zgadzają się ze zdjęciami na dokumentach. Po co?! Przecież i oni i my wiemy, że nas wpuszczą. Aż chciałoby się krzyknąć: „Koniec tej maskarady!”

Nie tylko przejście graniczne wydaje się mistyfikacją. Mur graniczny wygląda, jakby został wzniesiony naprędce ze wszystkiego, co akurat było pod ręką.

A zatem drodzy Węgrzy, jeśli chcecie wybudować mur, korzystajcie z know how Cypryjczyków. Oni wiedzą, jak uszczelnić granicę:

Mur graniczny w Nikozji

Można skorzystać z fragmentów historycznych murów miejskich…

...można postawić na granicy beczki...

…można postawić na granicy beczki…

...lub utkać granicę czymkolwiek np. pozostałościami po parasolu z restauracji.

…lub utkać granicę czymkolwiek np. pozostałościami po parasolu z restauracji…

...nie zapomnijcie też o groźnych tablicach w 5 językach.

…nie należy zapominać też o groźnych tablicach w 5 językach.

Zielona linia w Nikozji

Choć sama granica wygląda niepozornie, a po obu stronach wyspy można obecnie bezpiecznie się poruszać i łatwo przemieszczać, do porozumienia wciąż daleko. Przede wszystkim z przyczyn – co nie dziwi w dzisiejszych czasach – ekonomicznych. Cypr Południowy nie chce powtórzyć historii z Niemiec, gdzie bogaci do dziś pompują miliony euro na rzecz rozwoju biedniejszych regionów. W 2002 roku tylko co czwarty mieszkaniec greckiej części wyspy zagłosował w referendum na rzecz pojednania. Reszta woli status quo, choć 13 lat temu pewnie zagłosowali tak też dlatego, że liczyli na naturalne zmiany po wejściu do Unii Europejskiej. Te jednak nie nastąpiły. W efekcie Cypr stanowi kuriozum w strukturach euro-wspólnoty – teoretycznie cały kraj należy do UE, w praktyce jednak część północna nie podlega Brukseli. Ale bez obaw – dementujemy informacje z niektórych forów internetowych lub przewodników. Przekraczanie granicy jest możliwe o każdej porze, nie trzeba mieć paszportu, nie jest wydawana żadna „wiza” ani fiszka, którą trzeba zwrócić, wracając na południową stronę. Może tak było kiedyś. Teraz jednak można przemieszczać się swobodnie, z czego korzystają głównie Grecy z Południa. Wielu z nich robi zakupy po tureckiej stronie, gdzie można kupić tańszą odzież – również z logami znanych producentów. 😉 Basia też skorzystała i zaopatrzyła się w szal Burberry za bodajże 10 euro. Oryginalny, na pewno – przynajmniej tak zapewniał sprzedawca. 🙂

Obecnie sytuacja wygląda stabilnie – wymiana handlowa sprzyja integracji między stronami, a zawód żołnierza sił pokojowych ONZ, które od 1964 roku tu stacjonują musi być bardzo przyjemny (widzieliśmy samochód z charakterystycznym logiem UN zaparkowany przed plażą w Ayia Napa – musiała to być jedna z trudniejszych operacji). W mieście wciąż widać jednak liczne świadectwa krwawej historii miasta zwłaszcza w Zielonej Linii, czyli strefie neutralnej, oddzielającej część grecką i turecką. Opuszczone w upalne lato 1974 roku po inwazji tureckiej w popłochu domy w centrum miasta z roku na rok popadają w coraz większą ruinę, przypominając o dramacie jego mieszkańców, często przekonanych, że wrócą tu za parę dni.Opuszczony blok w NikozjiOpuszczona kamienica w NikozjiOpuszczony dom w Nikozji

Granice absurdu

Spacer po obu stronach Nikozji sprawił, że zaczęliśmy postrzegać naturalne w naszej cywilizacji granice jako coś kompletnie absurdalnego. Wytyczona kiedyś palcem na mapie (nie ma tu dużo przesady) linia nagle sprawiła, że setki tysięcy Cypryjczyków Greckich z północy wyspy musieli migrować na południe, skąd z kolei uciekali Turcy. A przecież przed podziałem Cypru żyli ze sobą w względnej asymilacji.

A więc po co te granice? O ile mniej wojen by było, gdyby ludzie nie walczyli ze sobą o terytorium? Oczywiście to myślenie utopijne. Ale zastanawiając się nad tym, hasło, które jeszcze parę dni wcześniej postrzegalibyśmy jako bohomaz nawiedzonego anarchisty, wydało nam się całkiem rozsądne…

Bez granic, bez narodów! Może żyłoby się lepiej...?

„Bez granic, bez narodów!” Może żyłoby się lepiej…?

 

3 myśli nt. „Nikozja – na granicy w centrum stolicy

Dodaj komentarz