Gambia jako szkoła asertywności

Relacje między nami a Gambijczykami porownalibyśmy do relacji między Shrekiem a Osłem – od zaskoczenia że ciągle do nas coś gadają, przez zniecierpliwienie i irytację aż po zrozumienie i sympatię. Przeczytaliśmy gdzieś, że Gambia to koszmar dla introwertyków. To prawda. Tu nie da się przejść spokojnie – każdy chce porozmawiać, zapytać skąd jesteśmy i co sądzimy o „uśmiechniętym wybrzeżu Afryki”. Większość pyta bezinteresownie, choć im bliżej hotelowych resortów, tym bardziej widzą w nas chodzący bankomat i próbują na coś namówić – na lokalne pamiątki, owoce, soki, lub oferują, że zostaną naszymi przewodnikami i pokażą okolicę. Trzeba nauczyć się odmawiać i kończyć pogawędkę w odpowiednim czasie (to ten wyczuwalny moment gdy rozmowa zaczyna Was męczyć a rozmówca irytować), bo inaczej nie zaznacie spokoju.

20161219_144320
Pod koniec pierwszego dnia, gdy jeszcze brakowało nam asertywności, Basia stwierdziła, że te wakacje to będzie prawdziwy koszmar i nie ruszy się z hotelu. Nauczyliśmy się jednak jak tu funkcjonować, żeby nie tylko nie być nagabywanym na każdym kroku, ale też zyskać sobie szacunek miejscowych a przede wszystkim spędzić świetne wakacje.

20161219_132246
Jeśli wybierzecie się kiedyś do Gambii, skorzystajcie z naszych rad:
1. Nie mówcie, że dopiero przyjechaliście – unikniecie sytuacji, gdy w oczach Waszego rozmówcy pojawi się przyszła fortuna, którą zamierza zarobić na Waszej naiwności wynikającej z braku doświadczenia w Gambii.
2. Przejmujcie inicjatywę – najlepszą obroną jest atak. Sami pytajcie co słychać, z kim macie przyjemność rozmawiać i niepytani dzielcie się wrażeniami z wakacji. Nagabywacze są przyzwyczajeni, że ich słuchacie, a nie że sami są zmuszani do słuchania. Przejmując inicjatywę, zmuszacie ich do zmiany zaplanowanego skryptu rozmowy.
3. Zbaczajcie z utartych turystycznych szlaków. Im dalej od Kotu Beach, tym mniej ludzi chce na Was zarobić, a więcej po prostu porozmawiać.
4. Powołujcie się na znajomych Gambijczyków, z których usług korzystacie. Za swoją lojalność zyskacie szacunek miejscowych.

20161219_132233
Zaczepił nas ostatnio Yaya i po kilku zdaniach rozmowy, gdy zaczął przekraczać granicę namolności, powiedziałem:
– Yaya, fajnie się z Tobą rozmawia i doceniamy, że masz imię jak ten piłkarz Yaya Touré, ale na nic nas nie namówisz. Pieniądze wymienia nam Salmana, soki sprzedaje Couple, owoce Kumba, a pamiątki rzeźbi nam Ali Sow.
– Nie macie jeszcze lokalnego przewodnika – zwietrzył swoją szansę Yaya.
– Nie mamy i nie chcemy mieć. Po co mamy zwiedzać z biurem podróży lub nawet lokalnym przewodnikiem? W ten sposób nie poznamy prawdziwej Gambii. Byliśmy już bez przewodnika w Kachikally Crocodile Pool, gdzie szliśmy pieszo 7 kilometrów z centrum zatłoczonej Serrekundy, po drodze zwiedziliśmy  Bakau, gdzie raczej nie zapuszczają się turyści, w Monkey Park też nie braliśmy przewodnika, choć przy wejściu straszyli nas, że albo się zgubimy albo zaatakują nas groźne czerwone małpki. Do Banjulu wzięliśmy taksówkę, ale na miejscu też chodziliśmy sami. Powiem Ci jeszcze, że… – nie dokończyłem, bo Yaya zrezygnowany mruknął coś w rodzaju „okay” pod nosem i poszedł sobie od nas. Shrek przegadał Osła.

20161219_132340

20161219_143540

Dodaj komentarz