Dubaj w 1 dzień

Najwyższy budynek na świecie, największe centrum handlowe, największe akwarium, największe lotnisko… W Dubaju wszystko jest „naj”, dlatego będąc w tym mieście, chcieliśmy zobaczyć te wszystkie legendarne atrakcje miasta. Ominięcie którejś z licznych wizytówek Zjednoczonych Emiratów Arabskich z pewnością pozostawiłoby poczucie niedosytu. Niestety wszystko jest tutaj duże, drogi szerokie i wiecznie zatłoczone, a kolejne turystyczne punkty oddalone od siebie o kilkanaście lub kilkadziesiąt minut podróży komunikacją publiczną. Pewnie nie stanowi to problemu w przypadku tygodniowych wakacji. My jednak spędziliśmy w Dubaju tylko 1 pełny dzień, dlatego postanowiliśmy wycisnąć z niego, co się da. Nieskromnie powiem – lepiej się tego nie dało zaplanować. 😉

Jak dostać się z lotniska do miasta?

Emirates lata na terminal 3 w Dubaju, skąd można pojechać do miasta metrem (z lotniska jedzie czerwona linia, która przecina całe miasto). Obsługa największego (pod względem powierzchni) lotniska na świecie robi wszystko, żeby ten rozmiar Cię nie przytłoczył – kilkadziesiąt punktów kontroli paszportowej i miłe uśmiechy celników ubranych w tradycyjne białe stroje, sprawiają, że czujesz się tutaj od początku bardzo przyjemnie. Chociaż podróż z płyty lotniska autobusem do terminalu zajęła ponad 10 minut (!), mimo że przylecieliśmy o 22:05, już 40 minut później byliśmy przy bramkach wejściowych do metra, oczywiście z odebranym bagażem i świeżo zaparzoną kawą z Costa Coffee. Dla porównania – na wielokrotnie mniejszym lotnisku Chopina w Warszawie, nieraz czekałem około 30 minut na odbiór walizki.

Lotnisko w Dubaju

Metro kursuje do 23:00, więc zdążyliśmy w ostatniej chwili. Bilet można kupić w jednym z automatów – koszt to 4 dirhamy (AED) plus 2 dirhamy za wydruk karty, na której można kodować w przyszłości ten sam typ biletu (np. jeśli chcesz kupić jednorazowy, a następnego dnia planujesz jazdę z całodziennym, musisz mieć inną kartę). Generalnie polecamy zakup biletu dziennego, bo wraz z kartą kosztuje 22 AED, a możesz jeździć od rana do północy dowolnym środkiem komunikacji miejskiej. My musieliśmy skorzystać z jednorazowego, żeby dostać się do hotelu, ale następnego dnia jeździliśmy już na całodniowym bilecie.

Dirham – ile to złotych?

Kurs względem złotówki jest w przybliżeniu 1:1 z delikatną przewagą na rzecz arabskiej waluty. Docenialiśmy ten komfort, że wreszcie jesteśmy w kraju, gdzie nie musimy mnożyć lub dzielić, żeby oszacować, ile coś kosztuje. Rzadko to się zdarza. Jeśli jesteś jeden dzień, nie wypłacaj za dużo – nam wystarczyło 200 AED na 2 osoby w gotówce, które wypłaciliśmy w dwóch bankomatach (w mieście gdzie prawdziwą religią jest kult pieniądza, bankomat jest zawsze tam, gdzie go potrzebujesz… z jednym wyjątkiem – ale o tym później).

Gdzie spać i za ile?

W Dubaju noclegi są relatywnie drogie – znalezienie taniego pokoju dwuosobowego, w którym nie uświadczysz karaluchów lub śmierdzącej klimatyzacji, może być wyzwaniem. Baza hotelowa jest wprawdzie ogromna, ale większość hoteli nastawia się na turystów z grubszym portfelem. Ceny za noc kształtują się najczęściej na poziomie od 300zł w górę. Należy też pamiętać, że do cen na booking.com każdy hotel dolicza 20% za serwis i podatek, a także dodatkowe 10 AED za każdą noc, co powoduje, że cena noclegu rośnie z 300zł do 370zł. Jest jednak sposób, żeby zapłacić mniej. Nie, nie chodzi o pogodzenie się z niższym standardem i spanie w towarzystwie pełzających stworów z chitynowymi pancerzykami. Rozwiązaniem jest znalezienie promocji na kilka dni przed przylotem. Im później, tym niższa cena, dzięki dużej konkurencji. My zarezerwowaliśmy hotel zaledwie 3 dni przed przyjazdem, choć żyłka hazardzisty podpowiadała mi, że warto jeszcze zaczekać. Ostatecznie więc za 2 noce zapłaciliśmy 410 zł za pokój dwuosobowy w hotelu Comfort Inn zlokalizowanym blisko lotniska, a jednocześnie tuż przy stacji metra Union. Dodatkową atrakcją miał być basen na dachu, ale nie wypowiemy się na jego temat, bo zabrakło czasu aby skorzystać.

Ostrzegam, że w wielu hotelach recepcja weryfikuje status związku przybyłej pary i wymaga aktu ślubu, aby zameldować w dwuosobowym pokoju. Ten wymóg jest jednak zawsze określony w polu „Małym druczkiem”, więc warto spojrzeć dokonując rezerwacji, żeby się później nie zaskoczyć. 😉

Co zwiedzić w Dubaju w 1 dzień?

Poniżej nasz autorski program wycieczki po Dubaju. Całość zajęła nam 13 godzin, a pod koniec dnia byliśmy naprawdę zmęczeni, więc rekomendujemy podzielenie jej na 2 dni, zrezygnowanie z niektórych miejsc (np. z plażowania?) lub – wersja dla ambitnych – realizację całości.

Na 8:00 planowaliśmy pobudkę, a około 9:00 zamierzaliśmy wyjść z hotelu. Plan dość szybko zmodyfikowaliśmy o 5 minut drzemki. I następne… I jeszcze następne… Wstaliśmy o 8:45, zrzucając winę za zaspanie na zegar biologiczny, który wiedział lepiej od nas, że w Polsce nie ma jeszcze 6 rano. Nasz podbój Dubaju rozpoczęliśmy więc około 10:00 czasu lokalnego.

Mall of the Emirates

Stok narciarski w Dubaju

Pierwszym naszym przystankiem było Mall of the Emirates, centrum handlowe, gdzie można łatwo dojechać czerwoną linią metra. Upalny klimat Zjednoczonych Emiratów Arabskich z pewnością ma duży wpływ na wybór rozrywek miejscowej ludności, która uwielbia delektować się chłodem klimatyzacji. Stąd też życie mieszkańców Dubaju toczy się wokół Dubai Mall – największego na świecie centrum handlowego oraz szeregu innych mniejszych galerii, gdzie Arabowie mogą wydać swoje ciężko zarobione na ropie dolary. Nas do Mall of the Emirates przyciągnął… stok narciarski. Całoroczny, schowany pod dachem, ze stałą temperaturą -2 stopnie i idealnym naśnieżeniem, o którym nasz polski Szczyrk może zwykle tylko pomarzyć. Nie zdecydowaliśmy się na zjazd, obiecując sobie tę przyjemność na następny raz, ale już sam widok zaśnieżonego stoku w środku upalnego Dubaju, robi wrażenie. Nawiasem mówiąc, w mieście można porządnie zmarznąć nie tylko na nartach. Klimatyzatory zawsze ustawiane są na najniższe możliwe temperatury – niejednokrotnie wychodząc na świeże powietrze z jakiegoś pomieszczenia, cieszyliśmy się, że wreszcie się trochę ogrzejemy. 🙂

Palm Jumeirah

Po wizycie w galerii handlowej pojechaliśmy metrem do stacji Nakheel. Jest to najdalszy punkt naszej wycieczki – od teraz będziemy sukcesywnie przemieszczać się w kierunku centrum i starej części Dubaju, a de facto też w  stronę lotniska. Stąd spacerowaliśmy obok Amerykańskiego Uniwersytetu, a także Dubai Media City w kierunku kolejki Monorail, która miała nas zabrać na sztuczną wyspę Palm Jumeirah. Spacer zajmuje około 25 minut. Po naszej lewej stronie rozciąga się panorama wieżowców Dubai Marina. Kilkadziesiąt drapaczy chmur robi umiarkowane wrażenie – Dubaj rozwija się błyskawicznie, ale wciąż pod względem liczby wielopiętrowych budynków daleko mu do Szanghaju czy Hongkongu, które są wręcz naszpikowane pnącymi się szklanymi wieżowcami. Jestem jednak przekonany, że to kwestia czasu, bo tempo rozwoju tego najsłynniejszego w Emiratach miasta odzwierciedlają gigantyczne place budowy, zapowiadające kolejne spektakularne wieżowce w centrum i okolicznych dzielnicach. Nie trzeba być prorokiem, żeby przewidzieć, że wciąż liczne, niezagospodarowane działki w granicach miasta za kilkanaście lat znikną, ustępując miejsca drapaczom chmur. Na razie jednak puste, piaszczyste przestrzenie przypominają, że metropolia wyrosła niczym oaza na pustyni, a wyobraźnia podpowiada, że kilkadziesiąt lat temu prędzej w Dubaju spotkać można było Beduina na wielbłądzie niż Europejczyka w krawacie.

Marina Dubai

Marina Dubai

Dochodzimy do stacji początkowej Monorail – zawieszonej kilkadziesiąt metrów nad ziemią kolejki, z której rozciąga się widok na wybudowaną przez człowieka sztuczną wyspę w kształcie palmy, jedną z wielu fanaberii tutejszych szejków. Przejazd w jedną stronę kosztuje 15AED (w dwie 25AED). Płatność wyjątkowo tylko gotówką. Dodatkowy pech, że to chyba jedyne miejsce odwiedzane przez turystów, gdzie nie ma w pobliżu bankomatu (najbliższy jest w banku jakieś 500 metrów od stacji przy przystanku tramwajowym). Kolejka kursuje regularnie co około 20 minut. Nie jest oblegana przez turystów, ale warto się nią przejechać, bo umożliwia obserwowanie sztucznej wyspy z lotu ptaka. Kolejne „liście” palmy stanowią osiedla domków jednorodzinnych. Zakup domu w tym miejscu raczej nie należy do najtańszych, zważywszy na to, że domki leżą tuż przy brzegu sztucznie usypanych piaszczystych plaż.

 

Kolejka kończy bieg pod luksusowym hotelem Atlantis – jednym z najbardziej znanych w Dubaju, obecnym na większości pocztówek, z charakterystycznym wycięciem na środku przypominającym nieco kształt karcianego pika. Obok hotelu mieści się park wodny (wstęp kosztuje 250 AED), kolejna atrakcja z której nie sposób skorzystać, będąc w Dubaju tylko 1 dzień. W galerii handlowej przy hotelu jemy pyszne lody i zastanawiamy się, czy warto zjeść obiad za 200 AED u Gordona Ramsaya. Uznajemy, że nie warto i wracamy do Monorail. Wybraliśmy bilet w 2 strony, ale polecamy inne rozwiązanie – kolejka w pierwszą stronę, ale potem dalsza podróż taksówką, którą po pierwsze znacznie łatwiej złapać pod hotelem Atlantis niż pod stacją początkową Monorail, a po drugie przewiezie Was po sztucznej wyspie, co da możliwość obejrzenia Palm Jumeirah nie tylko „z góry”.

Hotel Atlantis - widok z Monorail

Hotel Atlantis – widok z Monorail

Medinat Jumeirah

Medinat Jumeirah

Medinat Jumeirah

Niezależnie od wybranego wariantu teraz czeka nas podróż taksówką. W Emiratach paliwo jest tańsze niż woda, więc warto korzystać z taxi, oczywiście w sytuacji gdy nie da się skorzystać z metra. Opłata za „trzaśnięcie drzwiami” to 5 AED, a potem około 2 AED za kilometr. Jedziemy do Medinat Jumeirah, czyli kompleksu parkowego z eleganckimi restauracyjkami, kanałami wodnymi i soukiem, arabskim bazarem z rozmaitościami (taksówka kosztowała nas 20 AED już z małym napiwkiem). Tu można kupić suweniry, choć taniej jest w starej części miasta, gdzie będziemy wieczorem. W tutejszych lokalach można też zamówić alkohol, lecz kartę drinków porzuciliśmy po spojrzeniu na cenę piwa – 40 AED skutecznie podtrzymało naszą abstynencję. Medinat Jumeirah warto odwiedzić również ze względu na świetny widok na Burj El Arab, kolejny z symboli Dubaju, 7-gwiazdkowy hotel w kształcie ogromnego żagla.

Medinat Jumeirah – w tle hotel Burj El Arab

Czas schodzi błyskawicznie. Na zegarkach już 15:00. Rozważając piwo lub plażę, wybieramy plażę, zwłaszcza że zaczyna się rozpogadzać. No właśnie, czas na parę słów o pogodzie. Każdy kto był w Emiratach, powie Wam, że w Dubaju jest ukrop nie do zniesienia, a nie niebie nie uświadczycie żadnej chmury. Nieprawda. My należymy do grona szczęśliwców, których dopadł jeden ze statystycznie dziewięciu dni w roku, kiedy pada tutaj deszcz. Dzięki zachmurzeniu spacerowanie po mieście było bardzo przyjemne, zwłaszcza że temperatura powietrza też była znośna – 28 stopni. Również deszcz, który padał akurat, gdy podziwialiśmy stok narciarski, sprawił, że w powietrzu unosił się przyjemny zapach orzeźwienia. No i akurat gdy byliśmy w Medinat Jumeirah zaczęło się rozpogadzać i wyszło słońce. Dla mnie oznaczało to jedno – konieczność kąpieli w Morzu Arabskim. Basia radośnie przystała na moją propozycję.

Plaża koło Burj El Arab

Plaża miejska mieści się po drugiej stronie Burj El Arab za parkiem rozrywki Wild Waldi. Spacer zajął nam około 25 minut, choć pewnie gdybyśmy mieli powtórzyć naszą wycieczkę, zdecydowalibyśmy się podjechać taksówką. Jej koszt nie przekroczyłby pewnie 10 AED. Natomiast przez te „spacerki” wieczorem czuliśmy w nogach, że sporo przeszliśmy.

Plaża okazała się bardzo przyjemna – szeroka, piaszczysta, ze wspaniałym widokiem na hotel w kształcie żagla. Woda była ciepła, choć duże fale przyciągały więcej surferów niż miłośników pływania. Przed przyjazdem czytaliśmy, że w Dubaju kobiety mogą opalać się w strojach kąpielowych, jednak Basia nie zdecydowała się, bo wszystkie pozostałe plażowiczki były ubrane, a do wody wchodziły najczęściej w spodniach dresowych.

Plaża z widokiem na Burj El Arab

Burj Khalifa

Niestety w Dubaju czas biegnie szybciej niż w innych miastach i już po 30 minutach musieliśmy zakończyć plażowanie, choć rozpogodziło się na dobre, a prażące słońce efektywnie nadrabiało zaległości w nasłonecznieniu. Na 17:30 mieliśmy bilety do Burj Khalifa, czyli najwyższego budynku stworzonego przez człowieka. Budowla swoim kształtem nawiązuje do wyobrażeń o biblijnej wieży Babel – kolumny wiją się w górę od najszerszej do najsmuklejszej na samym szczycie. 822 metry dystansują wszystkie inne światowe drapacze chmur. Te najwyższe w Hongkongu, Szanghaju czy Nowym Jorku nie przekraczają 500 metrów. Wieża Eiffla ma 300 metrów, a nasz Pałac Kultury i Nauki wznosi się na zaledwie 230 metrów.

Burj Khalifa

Burj Khalifa

Wieżowiec umiejscowiony jest w samym centrum miasta obok wspomnianego już Dubai Mall. Z plaży najłatwiej dostać się taksówką do najbliższego metra (13 AED), a potem 2 stacje metrem. Z kolei bilety do Burj Khalifa trzeba kupić z wyprzedzeniem przez internet. Cena to 150 AED lub 200 AED, jeśli wybieramy godzinę w okolicach zachodu słońca. My zupełnie niepotrzebnie tak zrobiliśmy podobnie jak setki innych turystów, przez co utknęliśmy w długiej kolejce do windy i w efekcie na tarasie widokowym – a konkretnie na 125 piętrze i wysokości 452 metry – byliśmy już po 18:00, kiedy Dubaj był już pochłonięty w ciemnościach. Nie żałowaliśmy jednak, bo widok oświetlonej metropolii był niesamowity, zwłaszcza gdy zestawi się go z panoramą miasta sprzed 40 lat, kiedy w miejscu dzisiejszego centrum była pustynia. Ciekawe jak zmieni się Dubaj za kolejne 100 lat, gdy Arabom skończy się ropa lub upowszechni się inna forma zasilania i źródło ich dzisiejszego dopływu gotówki wyschnie niczym kropla wody na rozgrzanym piasku…?

Widok z Burj Khalifa

Polecamy więc kupić bilety na późniejszą godzinę np. 18:30, dzięki czemu można zostać na plaży trochę  dłużej i uniknąć najgorszych „godzin szczytu”. Bez względu na wybraną porę, zalecamy przyjechać na stację metra Dubai Mall co najmniej 45 minut przed planowaną godziną wejścia na Burj Khalifa, ponieważ droga z metra do centrum handlowego zajmuje kilkanaście minut, a kupując bilety przez internet, trzeba je jeszcze odebrać w automacie samoobsługowym zlokalizowanym na poziomie LG tuż przy windach prowadzących na szczyt wieżowca. Wejściówki należy odebrać przed wybraną godziną wejścia – my mieliśmy zaplanowany wjazd o 17:30, a zdążyliśmy w ostatniej  chwili, odbierając je dosłownie 3 minuty przed czasem. Nie wiem, czy o 17:31 byłoby za późno, ale z regulaminu tak wynikało, więc walka z czasem w ogromnym centrum handlowym była dość stresująca.

Na tarasie widokowym stwierdziliśmy, że do tej pory żywiliśmy się głównie wrażeniami, ale one nie były specjalnie atrakcyjne dla naszych żołądków, toteż byliśmy niemiłosiernie głodni. Na szczęście tuż obok wyjścia z Burj Khalifa, na poziomie LG Dubai Mall, znajdują się liczne knajpki. My skorzystaliśmy – wstyd przyznać – z indyjskiej a nie arabskiej, ale było naprawdę warto bo za 51 AED oboje się najedliśmy, a wybrany „gulasz” z tradycyjnie wypiekanym hinduskim plackiem, był wyśmienity.

Pokaz fontann

Teraz czas na słynny pokaz fontann, które są znacznie większą i wytryskają zdecydowanie wyżej niż podczas pokazów w europejskich miastach. Tańczące w rytm arabskiej muzyki strumienie wody dowodzą, że w Dubaju nawet tak błaha atrakcja musi być dopieszczona. Basi się bardzo podobało. Ja jednak czułem się odrobinę zawiedziony, ponieważ pokaz trwał zaledwie 3 minuty. Na szczęście fontanny znajdują się przy wyjściu z Dubai Mall na tym samym poziomie co wyjście z Burj Khalifa, więc jest to obowiązkowy suplement dla wszystkich zwiedzających wieżowiec po 18:00 (od tej godziny pokaz startuje cyklicznie co 30 minut aż do późnego wieczoru).

Pokaz fontann

Pokaz fontann

Dubai Mall

Było już po 20:00 a przed nami jeszcze kilka punktów obowiązkowych. W Dubai Mall koniecznie trzeba zobaczyć największe na świecie akwarium, gdzie tylko rekinów pływa ponad 400. No i sama galeria handlowa stanowi turystyczną atrakcję. Aby poczuć atmosferę miasta, koniecznie trzeba wejść do kilku luksusowych sklepów, gdzie buty – które określilibyśmy mianem tandetnych – kosztują 12000 AED a sukienka doskonale nadająca się na sabat czarownic – 30000 AED. Oczywiście są tu też tańsze sklepy, ale ulica ze sklepami znanych projektantów wyłącznie z obuwiem lub liczne sklepy z luksusową biżuterią dystansują najdroższe europejskie ulice.

Stylowe buty za 12000 zł

Stylowe buty za 12000 zł

Nic nie kupiliśmy w Dubai Mall. Oczywiście tylko dlatego, że nie chciało nam się wozić tych sukienek czy butów przez kolejne kilkanaście dni wakacji. 😉 Zamiast tego ruszyliśmy z powrotem do metra. Stąd pojechaliśmy do Bur Juman, gdzie przesiedliśmy się w zieloną linię metra w kierunku Etisalat. Nasza stacja docelowa to Ghubaiba.

Creek

Jesteśmy w najstarszej części Dubaju nad kanałem Creek. Tu znajduje się Wielki Meczet, ładnie oświetlony z zewnątrz, ale o tej porze zamknięty, co niespecjalnie nas martwi, bo świątynia jest otwarta wyłącznie dla muzułmanów. Otaczają nas stare budynki. Stare czyli kilkudziesięcioletnie. Nic starszego nie ma, bo namioty Beduinów nie zachowały się, a – tak jak już wspominałem – zanim Dubaj zaczął się urbanizować kilkadziesiąt lat temu, był tu tylko piasek. Warto wspomnieć, że złoża ropy odkryto w okolicach miasta dopiero w 1966 roku. Dlatego jeśli spodziewacie się starożytnych budynków, zawiedziecie się. Tak naprawdę największą atrakcją w tej okolicy jest przeprawa tradycyjną starą łodzią na drugą stronę kanału. Opłata jest symboliczna – 1 AED a naprawdę warto, bo ten kilkuminutowy rejs zdaje się przenosić nas w czasie, pozwalając wyobrazić sobie życie mieszkańców w erze sprzed ropy. Stary Arab wysadza nas (wysadza – czy nie brzmi to zbyt dwuznacznie?) tuż przy wejściu na souk z ziołami w dzielnicy Deira. Intensywny mix zapachów kusi nas, by stawać przy każdym stoisku, choć już pierwszy sprzedawca-mistrz negocjacji przekonał nas do zakupu zestawu rozmaitych przypraw oczywiście po obowiązkowym kilkuminutowym targowaniu się. Znajdziecie tu nie tylko powszechnie znane polepszacze smaków, ale też takie o których Wam się nawet nie śniło. Jeden ze sprzedawców zachęcał na przykład do zakupu naturalnej Viagry. Inny – słysząc że jesteśmy z Polski – przechwalał się znajomością polskiego, licząc zapewne, że jeśli zaczniemy z nim sympatyzować, chętniej skorzystamy z jego produktów.

Souk przypraw

Souk przypraw

Bazar przypraw nie był ostatnim na naszej trasie. Pozostał jeszcze souk złota zlokalizowany kilkaset metrów dalej. Ten jednak nie przypadł nam do gustu. Choć ceny wskazywały, że biżuteria jest z prawdziwego surowca, Basia miała wątpliwości, widząc, jak tandetnie wyglądały sprzedawane tu produkty. Poza tym souk ten okazał się jedynym miejscem w Dubaju, gdzie kwitł handel podrobioną odzieżą i „oryginalnymi” zegarkami. Naganiacze sugerowali mi zakup nowego czasomierza Dolce & Gabbana lub Armaniego. Wtedy jednak pokazywałem im mój Casio, pytając „po co mi kolejny zegarek?” Nie mieli kontrargumentów, więc przerzucali się wtedy na Basię, namawiając ją do zakupu torebki Prady. Bezskutecznie.

Souk złota

Souk złota

Souk złota zlokalizowany jest kilkaset metrów od stacji metra Palm Deira, gdzie kończy się program naszej wycieczki. Stąd należy przejechać do stacji Union, która stanowi łącznik z główną (przynajmniej dla turystów), czerwoną linią metra. Dla nas Union był stacją docelową, bo tuż obok mieścił się nasz hotel. Po tak intensywnym dniu szybko usnęliśmy, a z samego rana pojechaliśmy taksówką na lotnisko (20 AED). Wybraliśmy taxi a nie metro, bo nasz wylot był w piątek, a miejskie pociągi kursują w piątki w Dubaju dopiero po 10:00.

Czy było warto?

Zjednoczone Emiraty Arabskie opuściliśmy z nadzieją, że w niedalekiej przyszłości tu powrócimy, choćby przy okazji kolejnych podróży liniami Emirates, które regularnie mają promocyjne ceny biletów z Warszawy. Czystość i ucywilizowanie arabskiej metropolii doceniamy jeszcze bardziej po tym, jak wylądowaliśmy w Sajgonie – bród, chaos na drogach, bezdomni śpiący dosłownie pod drzwiami naszego hotelu. Niezły kontrast. Ale o tym napiszemy w kolejnych wpisach…

22 myśli nt. „Dubaj w 1 dzień

  1. Pingback: Przesiadka w Dubaju | 7 wskazówek co robić na lotnisku w Dubaju

  2. Bardzo dziękuję za ten opis i wskazówki dotyczące poruszania się po mieście. Wykorzystam Wasza trasę podczas przerwy w podróży w Dubaju (mamy podobną ilość czasu). Tylko jeszcze pytanie – czy bilety na metro na lotnisku kupuje się kartą czy gotówką? A ten całodniowy? Co ewentualnie odpuścilibyście aby być lepiej z czasem – mamy czas od rana (jak wstaniemy 🙂 do ok. 20.00, bo samolot odlatuje 22.05 – wystarczy aby się nie spóźnić na lot?

    • Bilety – tak jak prawie wszystko w Dubaju – można kupić kartą. Całodniowy również. Wyjątkiem jest bilet na monorail, gdzie można było płacić tylko gotówką.
      Z czego byśmy zrezygnowali? Trudne pytanie. 🙂 Basi najmniej podobała się wycieczka monorail na sztuczną wyspę. Ja pewnie bym zrezygnował z plaży, która oprócz widoku na Burj El Arab jest zwykłą, miejską plażą.
      Co do powrotu na lotnisko – pewnie wystarczy być 1,5 godziny przed lotem (lotnisko jest duże, ale Emirates działa naprawdę prężnie i ma bardzo dużo stanowisk odpraw), zwłaszcza że nie będziecie nadawać już bagażu, bo ten pewnie nadacie od razu do miejsca docelowego. Pozdrawiam.

      • Dzięki za odpowiedź. Jeszcze nie mam jasności co do tych NOL cards. PIerwszego wieczoru po przyjeździe kupimy tak jak Wy bilety pojedyńcze – czy potrzebujemy do tego dwóch oddzielnych red NOL cards (dla każdego z nas osobno)?
        Następnego dnia kupimy all day – i znowu – czy na 2 oddzielnych RED kartach?
        I jeszcze pytanie czy w Mall of Emirates da się zobaczyć te górkę z narciarzami przez jakąś szybę (bez wykupywania wejsciówki)?
        Bo jeśli nie to może nie ma sensu jechać specjalnie do tego Malla i tracić czasu na same sklepy.

Dodaj komentarz