Łowca nerek

Patrzył na nas dziwnie. Jego wzrok był świdrujący i wprawiał w zakłopotanie. Uprzejmy student prawa, który nie mówił słowa po angielsku. Śpieszył się na egzamin, a z drugiej strony zapraszał nas na kawę. Coś było nie tak, czuliśmy to z Basią oboje. Poznaliśmy się z Ilirem przypadkiem. Próbując dostać się na dworzec autobusowy w Prisztinie, Google podpowiedział nam parking na Garibaldiego (uważajcie – Stacioni i Autobuseve Prishtine to nie to samo co Bus Station). Gdy okazało się, że jesteśmy w złym miejscu, a parkingowy nie potrafi nas zrozumieć, zjawił się on. Wysiadł ze swojej czerwonej Skody Favorit i po serbsku próbował z nami się porozumieć. Tak, pokaże nam drogę na dworzec. A nawet pójdzie z nami. Ok, miły gość.

Czytaj dalej

Gambijski kodeks honorowy

Lojalność. Wartość, którą Gambijczycy bardzo cenią. Tu działa niepisany kodeks honorowy – jeśli raz zamówisz na plaży sok u jednego z juicemenów, powinieneś u niego kupować soki do końca pobytu. Ta zasada dotyczy wszystkich kupowanych cyklicznie dóbr. Dlatego gdy kupujemy sok, obsługuje nas Couple ze stoiska numer 8. Gdy mamy ochotę na talerz owoców, serwuje nam je zawsze Kumba ze stanowiska numer 2. Dlaczego akurat oni? Tu z kolei obowiązuje reguła pierwszeństwa. Skoro Kumba jako pierwsza zaprosiła nas do swojego kramiku z owocami, nie możemy sprawiać jej później przykrości, kupując owoce gdzie indziej.

20161220_150601
Poszedłem wczoraj wymienić 100 dolarów na dalasi. Po drodze minąłem kilka kiosków Western Union i nie wszedłem do środka, choć kurs wszędzie jest podobny. Naszym „bankierem” jest bowiem Salmana, więc to byłoby nie fair, gdybym wybrał konkurencję tylko dlatego że jest bliżej.
Dzięki tej lojalności Salmana wita mnie z otwartymi ramionami: – Patryk! Jak się masz? Pozdrowienia dla Barbary. Czemu jej nie ma z tobą?
– Jest piękna pogoda, więc Barbara czeka na mnie na plaży.
Czy nie boję się zostawiać Basi samej na afrykańskim wybrzeżu? Jest w dobrych rękach. Couple pewnie przygotowuje dla niej sok z baobabu a z Kumbą, która uwielbia pozować do zdjęć, robią sobie fotki.

20161220_145808

International name

Notatka na marginesie

– Jak masz na imię? – pyta mnie kierowca taksówki złapanej pod lotniskiem (tak, to ten sam krezus, który zarobił na nas 20$, dziś już wiemy, że przepłaciliśmy dwukrotnie).

– Patryk.

– O, międzynarodowe imię. Tutaj mieszka dużo Patryków. A Ty jak masz na imię? – taksówkarz zwraca się z analogicznym pytaniem do Basi.

– Barbara.

– Pamela?

– Nie, Barbara.

– O, to też międzynarodowe imię. Mamy tutaj trochę Barbar. Ale ja też mam międzynarodowe imię. Nazywam się Yammeh. Dużo w Waszym kraju Yammehów?

– Hmmm…. Chyba nie znamy za dużo Yammehów w Polsce.

– International name – cieszy się niezrażony naszą odpowiedzią kierowca.

Ostrzeżenia przed podróżą do Gambii

Przed podróżą do Gambii ostrzeżenie wydał nasz MSZ. Sytuacja polityczna jest niestabilna i nie wiadomo, jak to się potoczy. Gambia ma nowego prezydenta-elekta, ale obecny – który rządzi od 22 lat – nie chce oddać władzy, twierdząc że wybory zostały sfałszowane. Pełni obaw przyjechaliśmy więc do Gambii, oczekując protestów na ulicach, oddziałów wojska straszących długą bronią i mieszkańców gotowych rzucić się na siebie nawzajem w zależności od tego, którą stronę wspierają.

Rzeczywistość jest zgoła inna – Gambijczycy podkreślają, że kierują się szacunkiem do bliźnich, że choć tylko 5% z nich stanowią chrześcijanie, większość muzulmanska ich nie prześladuje, a wojsko wprawdzie strzeże bezpieczeństwa z bronią w ręku, ale w koszarach słucha Boba Marleya i filozofia pokoju i miłości jest im bliższa niż ognia i miecza.

My jednak zgodnie z zaleceniami MSZ śledzimy media światowe w oczekiwaniu najnowszych wieści o Gambii. Cóż, Gambii w nich niewiele za to polski sejm na pierwszym planie.

20161217_134959

Albert Market, bazar w Bandżulu. Handlarz po usłyszeniu odpowiedzi na standardowe „Skąd jesteście?”, odpowiada zatroskany: „Polska? Oj oglądałem telewizję. Źle się u was dzieje. Welcome to Gambia – tu możecie czuć się bezpiecznie”.

Wniosek? Skoro MSZ ostrzega przed podróżami do Gambii, czy MSW nie powinien ostrzegac przed pozostaniem w Polsce?

20161217_220146

Głodni podróży witają świat ;)

Ten blog będzie naszym pamiętnikiem z podróży, choć nie lubimy się uzewnętrzniać, nie jesteśmy nadmiernie aktywni na portalach społecznościach ani nie zanudzamy zbyt często naszych znajomych zretuszowanymi fotkami z wakacji. Wierzymy jednak, że nasze wspomnienia warte są nie tylko zachowywania ich w naszej własnej pamięci lub w zakurzonym kajecie w szufladzie (choć to całkiem dobre miejsce na przechowywanie osobistych wynurzeń).

Zdecydowaliśmy jednak, że chcemy podzielić się wrażeniami z naszych wyjazdów, bo sami lubimy czytać o podróżach i zawsze przed każdym kolejnym wojażem szukamy informacji o odwiedzanym przez nas miejscu. Czasem znajdujemy przydatne porady, ale często ich też brakuje. Dlatego chcemy pomóc tym, którzy zamierzają wybrać się do miejsc, które my już widzieliśmy i zamieszczać informacje praktyczne (ceny, jak się gdzieś dostać, co polecamy, a czego unikać). Z drugiej strony wiemy, że jest też wielu podróżników-marzycieli, którzy przemierzają świat palcem na mapie. Z myślą o nich będziemy szerzej opisywać odwiedzone kraje w formie, nazwijmy to, reportersko-sprawozdawczej, aby przynajmniej myślami mogli być tam gdzie my.

Lubimy podróżować, ale regularnie jesteśmy też… głodni. Dosłownie. Zwłaszcza Patryk. Aby rozbudzić apetyty czytelników, będziemy też opowiadać o tym, co jedliśmy i jak nasze polskie podniebienia odbierają lokalne przysmaki, polecane w popularnych przewodnikach. Basia obiecuje, że spróbuje czasem ugotować po powrocie do Polski którąś z potraw – jak się uda, podeślemy przepis. 🙂

Cóż, zapowiada się podróżniczy blog ze smakiem.

Basia i Patryk