Sajgon na oswojenie z Wietnamem

„200 tysięcy? Miało być 280” – oburza się pyzaty taksówkarz, który przywiózł nas z lotniska w Ho Chi Minh pod nasz hotel. „Nieprawda. Umawialiśmy się na 200” – odpowiadamy. Nasz przewoźnik nie ustępuje i domaga się dopłaty. Na szczęście do samochodu podchodzi nowy klient, którego biała twarz zdradza zagraniczne pochodzenie. Nasz szofer znalazł kolejnego jelenia, więc macha ręką na rzekome 80 tysięcy dongów i odjeżdża z nowym turystą. Rozglądamy się wokół siebie. Na rozłożonych tuż obok wejścia do naszego hotelu pryczach śpi kilkuosobowa rodzina. Kilkadziesiąt metrów dalej chudy, stary Wietnamczyk drzemie na skuterze. Ulica pogrążona jest w ciemnościach i tylko przebiegający w poprzek jezdni szczur nie ma ochoty na sen. W powietrzu unosi się zapach jeszcze niedawno gotowanego na chodniku jedzenia – gryzoń pewnie liczy, że coś dla niego zostało. Meldujemy się w hotelu. W pokoju uderza nas woń stęchlizny, a oczom ukazuje się kilkudziesięciocentymetrowy grzyb na ścianie. Zapowiada się… Sajgon.

Czytaj dalej